Loading…

READY TO DEAL WITH YOUR DATA?

Get some tips on how to do that!
Start exploring

10 rzeczy, których NIE powinien robić prelegent

Bieżący rok rozpocząłem na blogu wpisem o tym, dlaczego warto zostać prelegentem. Niniejszy wpis jest kontynuacją tematu. Chciałbym w nim podzielić się moimi doświadczeniami, by ustrzec Cię, czytelniku, przed błędami, które albo popełniłem sam będąc w roli prelegenta, albo wielokrotnie widziałem, jak popełniali je inni prelegenci.

A zatem, według mnie, prelegent NIE powinien:

  1. 10265539_10152377092386013_6171226216536330170_oPrezentować tematów, które go nie interesują. Nie ma nic gorszego, niż prelegent, który cierpi na scenie z powodu tematu prezentacji. To naprawdę widać, jeśli temat Cię nie interesuje, jeśli nim nie żyjesz, jeśli nie jest to Twoja pasja czy zainteresowanie. Prelegent znudzony swoją własną prezentacją – brzmi fatalnie, prawda? :-)
  2. Przywiązywać zbyt wielkiej uwagi do slajdów. Wysiłek włożony w przygotowanie imponującego “slajd deka” często jest niewspółmierny do podziwu, jaki wyrazi widownia. To nie slajdy robią show, tylko Ty – prelegent. O wiele większą siłę przekazu ma Twoje zachowanie na scenie, Twoje słowo, klarowny sens prezentacji. I za żadne skarby nie staraj się umieszczać na slajdach całej treści Twojej sesji. Slajdy powinny być akompaniamentem. To trochę tak, jakby na koncercie zespołu rockowego system nagłośnienia wyizolował i podkreślał perkusję lub basistę. To nie będzie dobry koncert (no, chyba, że reszta zespołu jest tak marna, że trzeba ich zagłuszyć :-)). Jeśli slajdy zdominują Twoją prezentację, już po Tobie :-)
  3. Znacząco skracać lub wydłużać prezentacji. Jeśli został Ci dany czas na prezentację, szanuj go. Szanujesz w ten sposób organizatorów spotkania czy konferencji, a także Twoich słuchaczy. Jeśli skrócisz prezentację, musisz mieć w ręku mocny argument przemawiający za takim ruchem – sesję pytań i odpowiedzi lub dyskusję, ale ZAWSZE inicjowaną i moderowaną przez Ciebie. Jeden raz w życiu widziałem prezentację, gdy prelegent mając do dyspozycji godzinę, skończył w 30 minut. Po czym zaprosił słuchaczy do dyskusji. Nie skorzystali. Opinii z ankiet pokonferencyjnych, przez grzeczność, nie przytoczę :-)
  4. Udawać kogoś, kim nie jest. Nie chodzi mi o momenty, kiedy celowo gramy jakąś rolę w prezentacji. Chodzi o eliminowanie sztuczności lub zapożyczania – czasem nieświadomie – cudzych zachowań. Sam się wielokrotnie złapałem na tym, że przemycam do swoich prezentacji ruchy, gesty, słowa, a nawet znaczące pauzy czy chrząknięcia podejrzane u innych prelegentów (na ogół tych sławniejszych ;-)). To się nie uda. Jak nie jestem Paulem S. Randalem, to nie udaję, że nim jestem. I to nie przez szacunek dla Paula, a przez szacunek dla publiczności. Twoja nienaturalność wyda się, a efekt będzie żałosny. Always be yourself :-)
  5. “Pożyczać” cudzych prezentacji/treści bez wiedzy autorów i słuchaczy. Ciśnie się na usta słowo “plagiat”. Ale niestety, chyba tak należałoby ocenić sytuacje, w których oglądając prezentację, masz wrażenie, że przeżywasz deja vu. Tyle, że poprzednim razem na scenie stał ktoś inny, tudzież ktoś inny napisał artykuł, którego treść do żywego przypomina to, co oglądasz. Jeśli Twoja prezentacja została oparta o cudze materiały idealnie byłoby, gdyby: a) ten, od kogo materiały “pożyczasz”, wiedział o tym, że to robisz, b) publika, która Cię słucha, została także o tym powiadomiona. Każde inne rozwiązanie dyskredytuje Cię, podważa Twoją wiarygodność i powoduje, że Twoi słuchacze mogą stracić do Ciebie szacunek. Serio, jedna taka prezentacja i możesz mieć problem, by w przyszłości znaleźć się na scenie. Stąd tyle “credits’ów” w moich prezentacjach. Nie jest grzechem czerpać inspirację od innych osób, nawet jest to wskazane. Ale nie podpisuję cudzej pracy swoim nazwiskiem. Kropka. Nie wspominając o tym, że dając komuś znać o tym, że czerpię z jego pracy, sprawiam mu na ogół satysfakcję i na dodatek czasem zdarza mi się nawiązać ciekawą znajomość, przynajmniej korespondencyjnie (wspomniany Paul S. Randal czy Niko Carvalho Neugebauer to przykłady z mojej historii bycia prelegentem).
  6. Lekceważyć kogokolwiek podczas prezentacji. Mówienie źle o kimkolwiek podczas prezentacji nie będzie świadczyło o Tobie za dobrze. Nawet, jeśli wiesz, że ktoś wykazał się niekompetencją czy głupotą NIE WOLNO Ci w Twojej prezentacji powiedzieć źle o innym człowieku (np. o innym prelegencie). Zapewniam Cię, że zdanie w stylu “X w swojej prezentacji rok temu mówił, że…, a wszyscy wiemy, że jest inaczej” zostanie Ci zapamiętane. I bynajmniej nie będzie dla Ciebie powodem do dumy. Podobnie jak stwierdzenie a la “to nic, że Państwo w większości są programistami, a moja prezentacja jest kierowana do administratorów” (been there, done that) ;-)
  7. 14991190_1178126158907408_7122908543675614923_oByć nastawiony na przekaz w jedną stronę. To, że dano Ci do dyspozycji mównicę, nie znaczy, że tylko przekaz ma być tylko od Ciebie do słuchaczy. Słuchaj, co mają do powiedzenia uczestnicy Twojej prezentacji. Jeśli zadasz pytanie i ludzie odpowiedzą, choćby przez podniesienie ręki, pamiętaj ich odpowiedzi i staraj się wyłowić, kto jak odpowiedział. I nie lekceważ tych odpowiedzi. Dobra dwustronna komunikacja ze słuchaczami zbudowała podwaliny pod niejedną bardzo dobrą sesję.
  8. Skupiać się na części publiczności. To niestety problem nawet doświadczonych prelegentów. Jeśli na sali zasiada grono Twoich znajomych (ba, wystarczy nawet jeden!), a Ty notorycznie zerkasz w ich stronę (świadomie lub nie), to widać. Niezależnie od tego, czy wynika to z sympatii do tych osób, czy z szacunku do nich (patrz –> “loże szyderców” na spotkaniach społeczności i konferencjach :-)), staraj się panować nad tym, jak wygląda Twój kontakt z CAŁĄ PUBLICZNOŚCIĄ. Żeby nikt nie poczuł się odstawiony na boczny tor lub nie miał wrażenia, że prelegent zdaje jakiś egzamin i stale spogląda z niepokojem na egzaminatorów szukając ich aprobaty.
  9. Popadać w samouwielbienie. Żaden prelegent nie jest idealny. Każdy ma swoje wady. Żadna prezentacja nie jest doskonała. Każdą można dopracować, zrobić lepszy użytek ze słowa mówionego czy pisanego tu czy tam. Dlatego nie ustawaj nigdy w pracy nad Twoim warsztatem prelegenckim. Podpatruj innych nie krytykując ich i nie wytykając, co zrobiłbyś/zrobiłabyś na ich miejscu inaczej. Czerp dobre rzeczy, omijaj złe. Ucz się cały czas i rozwijaj. Eksperymentuj. To dlatego czasem na konferencjach idę na prezentację konkretnej osoby – idę podglądać warsztat. To dlatego czasem włączam prezentacje z TED-a, choć tematy tych prezentacji mnie niekoniecznie interesują. Uczę się od lepszych od siebie. Od lepszych prelegentów, niekoniecznie od lepszych specjalistów w technologii. Bo bycie ekspertem od SQL-a nie robi z nikogo dobrego prelegenta i odwrotnie.
  10. Mówić nieprawdy. Grzech nr 1 zostawiłem na koniec. Ileż to razy widziałem scenę, w której z widowni w stronę prelegenta poleciało pytanie, a delikwent – wyraźnie nie znając odpowiedzi (po latach doświadczeń dokładnie widzę, kiedy ktoś “ściemnia”)  – strzelił “z biodra” odpowiedzią, której nie był pewien. To jest jak gra w sapera. Raz się mylisz i jest duże BUUUUM :-) Jeśli czegoś nie jestem pewien jako prelegent, to tego nie mówię. I nie stosuję uników w stylu “to jest bardzo dobre pytanie” (yeah, socjotechniki użytkowe szkoleniowców rządzą!). Taaaak, to jest tak samo dobre samo pytanie, jak każde inne. Tyle, że tym razem ja po prostu i zwyczajnie czegoś NIE WIEM. Wow, ależ to jest trudne do wyduszenia. No pewnie! Stoję na scenie, emanuję wręcz pewnością siebie, roztaczam aurę “wszechwiedzącego eksperta”. A tu mi gość wbija szpilę i zadaje trudne pytanie. “NIE WIEM” – najtrudniejsze do opanowania zdanie dla większości prelegentów. Im prędzej się go nauczysz, tym mniej będzie bolało :-) A dzięki temu, że mówię, “NIE WIEM, ale możemy to razem sprawdzić w czasie przerwy”, zdarza mi się nawiązać kontakty z ciekawymi ludźmi (ludzie zadający trudne pytania na ogół są inteligentni i doświadczeni, a tacy mogą Cię wiele nauczyć!).

No dobrze. Tyle ode mnie. Możesz zapytać, dlaczego uzurpuję sobie prawo do pisania podobnych rzeczy? Odpowiadam – ponieważ zależy mi jako słuchaczowi na tym, by oglądane przeze mnie prezentacje były dobre. By prelegenci nie skupiali się na swojej wielkości, a na przekazie, jego jakości i treściach, które prezentują. A że siedzę w tym po uszy od ponad 15 lat od czasu do czasu mówiąc do ludzi, wydaje mi się, że coś tam wiem i że powyższe przemyślenia są ponadczasowe.

Życzę Ci, żeby Twoje życie prelegenta zawsze było wolne od powyższych 10 błędów. A że można znaleźć 1000 innych rzeczy, których prelegent NIE powinien robić? No jasne, że można! I chętnie o tym z Tobą podyskutuję.

7 thoughts on “10 rzeczy, których NIE powinien robić prelegent

    1. O, widzisz, nie czytałem Twojego tekstu. Jak to się stało? NIE WIEM ;-)

      A zupełnie serio – ten fragment u Ciebie o NIE WIEM jest wypisz wymaluj tym, co myślę w temacie. Fajnie, że obaj dostrzegliśmy to jako spory problem :-)

  1. Bardzo fajne podsumowanie lat praktyki. Większość chyba conajmniej raz popełniłem, pod wszystkimi się podpisuję :) Dodałbym jeszcze “Nie sprzedawaj nachalnie produktów/usług swoich lub swoich partnerów afiliacyjnych” – jeżeli zainteresujesz swoim tematem, ludzie do Ciebie przyjdą i wtedy im coś sprzedasz. A na prezentację przyszli posłuchać Twoich praktycznych doświadczeń a nie formułek marketingowo sprzedażowych. Dziękuję za inspirujący i praktyczny tekst.

  2. Proste? Niby proste i oczywiste. Ale tylko dla pewnej grupy prelegentów. Tych którzy robią to z zapału i radości, a nie musu. Zgadzam się z tymi punktami, więc:
    ad1 – to jeden z nasstraszniejszych i nienaturalnym momentów dla prelegenta. Zdarzyło mi się to dwa razy, za pierwszym męczyłem sie strasznie, za drugim totalnie to olałem. Wyrzuty miałem prze kilkanaście miesięcy.
    ad2 – ze slajdami jest ciekawie. Czasem robię ich kilka, czasem kilkanaście, czasem kilkadziesiąt. Największa ilośc slajdo jaką widziałem to 223 w jednej 55 minutowej prezentacji. Tyle że prelegen z ogóle na nie nie patrzył, a nawet nimi nie nawigował – wystartował prezentację i zaczął opowiadać. A gdy skończył na slajdize było Thank You. I była to prezentacja techniczna z działki SQL. Ostatnio jednak mam tych slajdów nie więcej niż dziesięć – reszta to zabawa z systemem
    ad3 – czasem brakuje czasu i to jest złe przygotowanie prelegenta. Każdy z nas może powiadać i opowiadać i opowiadać. Ale uczestnicy chca kawy albo ciastka albo zwyczajnie siku.Kilkanaście tygodni temu na MVP Summit była jedna sesja zaplanowana na 60 minut, przedstawiona w 24 (choć mogłaby być nawet w 15). Jedna z najgorszych jakie widziałem w ostatnich kilu latach
    ad4 – to jest wielka pokusa. Ale udaje się ją opanować. A jeśli do tego dochodza doświadczenia z innych branż to już mozna ciekawe opowieści podczas prezentacji stworzyć.
    ad5 – to się zdarza. Na szczęście – postępując jak ty, czyli wyporzyczając za zgodą autora coś od niego można osiągnąc znacznie, znacznie lepszy efekt. Ja sam kilka razy stawiłem slajd (lub kod) od kogoś mówiąc oficjalnie: Ten slajd ukradłem od Alexa. Z dwóch powodów: jest doskonały (lepszego bym nie zrobił). I jest gotowy (nie muszę go tworzyć). Kontakt z alexem tu:” i od razu atmosfera była ciekawsza.
    ad6 – respect. szacun. To właściwości dobrej prezentacji. Oczernianie czy obgadywanie kogokolwiek pozostaje na długo w pamięci. I widziałem tego efekty nawet kilka lat po prezentacji. Na szczęście nie na sobie.
    ad7 – ja ogólnie tego nie lubię. Mam (złą może manierę) że staram sie prezentacje robić interaktywne z udziałem słuchaczy. To zmusza ich do wysiłku i komunikacji, ale nie ogranicza mnie tylko do roli czytającego slajdy gościa z mikrofonem.
    ad8 – loża szyderców. Przyznaję. Z tym mam problem. Zdecydowanie bardziej wolę mówić do nieznanych osób. Ale jak już znane sa na sali, dośc często bezpardonowo wykorzystuję te osoby jako żywe przykłady albo żywe zasoby mojej prezentacji: “Przyznam się Wam, że na tym poziomie komunikacji z klientem to ja się nie znam. Ale w drugim rzędzie siedzi mój kolega Darek, który nawet teraz jest gotowy usiąść przy stole i podyskutować nad wdrożeniem tego rozwiązania.” Oby tylko kolega wykazał się zrozumieniem i dystansem.
    ad9 – z tego się wyrasta. W pewnym momencie stoich kolejny raz na scenie (albo byłeś tam przed chwilą) i okazuje się, że nie wiesz jeszcze milion rzeczy, tak jak z wczorajszego szkolenia (które prowadziełm) gdzie odkryłem, że metadane dotyczące plików zapisanych binarnie na sharepoint online nie przechodują się jeżeli plik jest zaszyfrowany hasłem prze zużytkownika i poddany sostał edycji. Normalnie masakra że tego nie wiedziałem.
    ad10 – grzech nr 1. Całkowicie się zgadzam. Ale też nauczyłęm się mówić nie wiem. Jedyny problem jest taki, że jeśli powiesz pięć (a czasem tylko trzy) razy nie wiem, to znaczy że się po prostu do sesji nie przygotowałeś…

    Bardzo ciekawy wpis. Dodam: “oczywiście też chciałem coś takiego napisać, ale ktoś mnie ubiegł więc juz nie muszę :)

    1. Tobiaszu, spokojnie możesz napisać swoją wersję na ten temat :-) Masz dużo doświadczeń i przemyśleń. Szczerze zachęcam i chętnie poczytam.

Leave a Reply